poniedziałek, 21 listopada 2016

Uprzejmy zając. (Dzień życzliwości)

Żył gdzieś samotnie uprzejmy zając,
który życzliwy był wszystkim wokół,
mówił dzień dobry, w pas się kłaniając,
nie chciał nikomu sprawiać kłopotu.

A to zakupy przyniósł sąsiadce,
a to nakarmił kotka czy pieska,
przejść pomógł po chybotliwej kładce,
odwiedził misia, który sam mieszkał.

Gdy było trzeba z dziećmi się bawił,
zimą tym słabszym narąbał drzewa,
gdy się coś psuło - chętnie naprawił,
smutnym - wesołe piosenki śpiewał.

Wszyscy zająca bardzo chwalili
i korzystali z jego pomocy,
czasem o pomoc sami prosili,
 w dzień, po południu, a nawet w nocy.

Nikt nie zapytał nigdy malucha,
czy sam niczego nie potrzebuje,
nikt nie powiedział mu choć do ucha:
"Brawo, kochany! Bardzo dziękuję."

"To oczywiste" - każdy uważał.
"Pomoc zająca mi się należy."
I choć zwierzaczka nikt nie obrażał
czy to wystarczy? No, bądźmy szczerzy!...

I wtedy nadszedł dzień wyjątkowy:
dopadł zajączka humor paskudny,
to był dla niego czas całkiem nowy,
był ciut płaczliwy, trochę marudny.

Nie biegł z pomocą dziś do każdego,
bo nie miał siły ani ochoty,
siedział sam w domu. Dziś dzień dla niego,
nie szukał sobie żadnej roboty.

Nastrój zajączka trwał tydzień cały,
jadł słodkie ciastka i pił kakao,
aż się zwierzątka opamiętały:  
"Co z pomocnikiem się naszym stało?"

Ktoś w drzwi zapukał, zając otworzył
i grzecznie wpuścił gościa do domu.
W mig przybyszowi ładnie wyłożył:
"Nie chcę pomagać już tu nikomu.

Ja jestem miły, pomocny, grzeczny,
a wy się nawet nie uśmiechacie,
czy to pochmurny dzień, czy słoneczny.
Wolę więc siedzieć we własnej chacie...

Nie chcę zaszczytów, ani zapłaty,
tylko uśmiechu trochę wzajemnie,
to dobre słowo czyni bogatym.
Tak, to niewiele, a jest przyjemniej."

Gość sobie poszedł trochę zmartwiony
i zaskoczony sprawy obrotem
do swych sąsiadów ruszył zdumiony.
Zaraz opowiem, co było potem.

Wszyscy zaczęli się zastanawiać
może faktycznie są trochę oschli?
Może świat trzeba zacząć naprawiać?
Zgodnie do wspólnych wniosków już doszli.

Każdy obiecał, że się postara,
uśmiech na buzi mieć choć przez chwilę,
bo to recepta na smutki stara.
Tyle wystarczy. Albo aż tyle…

I od tej pory żyli przyjemniej
zając i jego sąsiedzi mili,
dbali o siebie wszyscy wzajemnie,
odtąd dla siebie życzliwi byli.

Bycie życzliwym nic nie kosztuje,
to zwykła troska i dobre serce;
ale przed chandrą świetnie ratuje -
wystarczy uśmiech, czasem nic więcej.

Sporo przed nami dni bardzo zimnych,    
bo pora roku niesprzyjająca,
bądźmy życzliwi dzisiaj dla innych,
darujmy sobie troszeczkę słońca.

Autorką ilustracji jest Agnieszka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz