czwartek, 16 lipca 2026

Letni koncert.

 W dziki upał mała wróżka
powiedziała: „Wyjdę z łóżka
tylko jeśli deszczyk spadnie.
Teraz pocę się przesadnie…”

A, że lata to początek,
za oknami płynny wrzątek,
żar się leje prosto z nieba…
Coś z tą wróżką zrobić trzeba!

Mówi do niej koleżanka:
„Może zjemy obwarzanka?
Lub pójdziemy gdzieś na lody?
Skorzystajmy z tej pogody!”

Wróżka na to: „Mowy nie ma!
Właśnie rozpuszcza ziemia!
Ja nie umiem żyć w upale!
Nie wychodzę nigdzie! Wcale!”

Koleżanka jednak walczy:
„Cienko ubrać się wystarczy,
pójść na lody, cień odszukać,
ciało chłodną wodą spłukać…”

Wróżka nadal oponuje,
że zmęczona już się czuje,
nie ma w domu kapelusza
i nie będzie dziś się ruszać.

Wtem do domu przez okienka
Wpadły dźwięki. To piosenka!
Tuż pod oknem, na placyku
stoi grupka trzech muzyków

Grają rzewnie, nostalgicznie,
Niezbyt głośno. Och! Jak ślicznie!
Ta muzyka sił dodaje.
Nasza wróżka wreszcie wstaje!

Gdy już wstała, to bez zwłoki
spakowała wodę z sokiem,
zwiewną suknię narzuciła.
W dół po schodach popędziła.

Chwilę później, w cieniu drzewa,
wróżka słucha, cicho śpiewa,
zapomniała o upale,
chyba go nie czuje wcale…

Letni koncert spontaniczny
taki klimat ma magiczny,
że się można chwilą cieszyć,
zwolnić wreszcie, przestać spieszyć…

Nasza wróżka odpoczywa.
Chyba bardzo jest szczęśliwa.
Kilka nut – wystarczy tyle,
by przyjemne przeżyć chwile.

Grafika AI.

Uwaga ślisko!

 

Spacer po zoo to świetna sprawa,
fajna przygoda, dobra zabawa,
lecz są też miejsca zaskakujące,
zwłaszcza gdy schowa się nagle słońce…
 
Gdy zwiedzający w deszczu tu trafi
już wie, że może się wyżyrafić.
Bo gdy na ścieżce jest trochę ślisko
To da się upaść tak całkiem nisko…

 

sobota, 4 lipca 2026

Fioletowo.

Fioletowa jest lawenda,

są też bratki na balkonie,

by ten fiolet zapamiętać

już aparat biorę w dłonie.

Idę ścieżką raźnym krokiem

i fioletu poszukuję.

Wyka, łubin, koniczyna...

Jeszcze szałwię gdzieś tu czuję.

 

Fioletowych kwiatów tyle,

że aż trudno je spamiętać,

jednak każdy z nich dokładnie

bardzo chcę dziś zapamiętać.

Jeśli kochasz polne kwiaty

i ochotę dziś poczujesz

wybierz ze mną się na łąkę,

razem lepiej się wędruje.


 

sobota, 27 czerwca 2026

Pajączek w ogrodzie.

W pięknym ogrodzie mieszkał pajączek,
znał wszystkie listki i każdy pączek,
lubił lawendę wąchać o zmroku
i cenił sobie cudowny spokój.

A w tym ogrodzie, gdy słonko grzało,
wciąż bardzo wiele rzeczy się działo:
fruwały pszczoły, ptaki śpiewały,
w małej sadzawce żaby kumkały,

chodzili ludzie, biegały dzieci…
Pajączek cicho prządł swoje sieci.
Pracował ciężko aż do wieczora
czekał, bo wieczór to jego pora...

Upał się skończy gdy słońce zajdzie,
pajączek sobie znów listek znajdzie
by wąchać lipy, lawendę, róże...
Przez cały wieczór. A może dłużej? 


 

Róża.

Wyrosła róża w moim ogródku,
tak niepozornie i po cichutku.
Wyrosła dzięki deszczom i słońcu,
wczoraj wieczorem rozkwitła w końcu!

Róża czerwona z zielonym listkiem,
bardzo mnie cieszy – to oczywiste,
nie mogę od niej oderwać wzroku.
Gdy na nią patrzę, odczuwam spokój.

Spróbuję dobrze dbać o tę różę.
Może ominą ją wielkie burze?
Czasami deszczyk na płatki spadnie,
a ona będzie wyglądać ładnie…

Troszeczkę słońca i szczypta cienia.
Tyle wystarczy jej do istnienia?
Chyba powinno, to przecież róża?
Piękna, czerwona i taka duża…


 


sobota, 23 maja 2026

Mycie rąk jest ważne!

                                                Gdzieś na wewnętrznym, w słoneczny piątek

ma ta historia zwykły początek:
w małej dyżurce pani Gabrysia
kolejny dyżur zaczyna dzisiaj.
 
Pani Gabrysia jest pielęgniarką,
ma śliczny uśmiech, głowę na karku,
czysty mundurek i dłonie zwinne,
i to spojrzenie – takie niewinne.
 
Ta pielęgniarka swą pracę lubi,
kart ze zleceniem nigdy nie gubi,
wkłuć się potrafi tak ekspresowo!
A dla pacjentów ma miłe słowo.
 
Myślicie – bajka. Fikcja! Oszustwo!
Wszak pielęgniarka to żadne bóstwo…
Ot, zwykła babka w zwyczajnej pracy.
Jesteście w błędzie. Już wam tłumaczę.
 
Na drobnych dłoniach pani Gabrysi
toczy się życie – nie tylko dzisiaj.
Setki bakterii na nich bytują,
całkiem bezpiecznie tutaj się czują.
 
Pod rękawiczką siedzą cichutko,
mają tam ciepło – całkiem milutko.
Zaraz, za chwilę zaczną się mnożyć,
bo chcą kolonię wielką założyć.
 
Taka kolonia to jest marzenie!
Będzie z niej sepsa lub zakażenie.
Za moment znajdą jakąś ofiarę,
rzucą się na nią, będą koszmarem…
 
Kogo wybiorą? Któż to odgadnie?
Który z pacjentów wygląda ładnie?
Senior z cewnikiem, pani z wenflonem?
Ach, może sepsa skończy się zgonem!
 
Lecz nie jest głupia nasza Gabrysia
i życie ludzkie ratuje dzisiaj!
Bo gdy odejdzie już od pacjenta
o kilku rzeczach dobrze pamięta.
 
Choć rękawiczki są ważne w pracy,
nie trzeba chyba długo tłumaczyć,
że gdy je zdejmie, do kosza wrzuci
trzeba bakterii życie ukrócić.
 
I pielęgniarka: młoda, czy stara
proste czynności wykona zaraz:
By uratować pacjentów życie
najpierw wykona dokładne mycie.
 
Według procedur umyje dłonie,
wytrze ręcznikiem, co wilgoć wchłonie,
dyżurkę szybko omiecie wzrokiem.
I dezynfekcja - kolejnym krokiem.
 
Bakterie zdechły, pacjent zdrowieje.
Nam pozostaje mieć wciąż nadzieję,
że Hania, Zosia, a nawet Krysia,
też ręce myją – tak, jak Gabrysia.
 
I wiecie – tutaj ulga ogromna,
że ta Gabrysia – kobietka skromna,
o tych drobiazgach co dzień pamięta:
i w dni powszednie, także od święta.
 
Chociaż dłonie ma spracowane,
choć często nocki są nieprzespane.
To ona kocha tę pracę swoją.
A dla pacjentów wciąż jest ostoją.
 

Rzeźnik i Chrapacze.

Pośród pustkowia, w małym schronisku
było przytulnie, miło i czysto.
Grupa wędrowców zasnęła właśnie.
Zorza nad nimi powoli gaśnie...
 
Dało się słyszeć ciche świstanie,
później głośniejsze trochę chrapanie.
Dźwięk się rozchodził przez drzwi i ściany,
bo ten kto chrapie będzie wyspany.
 
Na krótką chwilę zapadła cisza.
Czy inne dźwięki ktoś tu usłyszał?
W małym pokoju skrzypnęło łóżko,
może ktoś nakrył kogoś poduszką?
 
Na korytarzu gasnące światło,
dostrzec cokolwiek nie będzie łatwo...
Stłumiony oddech, krótkie sapnięcie,
które buduje jeszcze napięcie...
 
Nagle w schronisku coś się zmieniło.
Grobowa cisza. Dźwięków nie było.
Jest niewiadoma, może zgadniecie:
Czy rano wstaną wszyscy w komplecie?

 

Renifer.

W małej osadzie na świata końcu

pani renifer grzeje się w słońcu.
Nie straszne są jej wiatru podmuchy,
nadciąga koniec zimy i pluchy.
 

Kot islandzki.

Islandzkie koty noszą dzwoneczki
kiedy wychodzą na swe wycieczki.
Są towarzyskie, bardzo puchate
i żyją w zgodzie z calutkim światem.
Pogłaszcz koniecznie takiego kotka,
jeśli przypadkiem dzisiaj go spotkasz.
 

wtorek, 17 lutego 2026

Kot ze Scilli. Limeryk

Pewien starszy kot ze Scilli
chciał, by ludzie byli mili.
On sam nigdy nie marudził,
mruczał głośno gdy się budził.
Przyjaciele go lubili.
 

czwartek, 29 stycznia 2026

Trudna podróż samolotem.

 Mały misio w samolocie
denerwuje się i poci.
Leci właśnie gdzieś do słońca,
lecz wycieczka nie ma końca...

Podróż miała być niedługa,
mija już godzina druga...
Czy z pogodą coś się stało?
Czy samolot nagle zwiało?

Misio w swoim brzuszku czuje,
że się troszkę denerwuje.
Zamknął oczka, nie chce płakać...
Niech samolot skończy skakać!

Było widać już lotnisko,
Ziemia była całkiem blisko,
a tu nagle znowu chmury...
Trochę w dół. I znów do góry!

Misio zerknął na tatusia,
obok siedzi też mamusia,
uśmiechają się do niego:
"Wszystko dobrze nasz kolego".

Miś przytulił się do taty,
ukrył pyszczek swój pyzaty:
"Czy samolot się rozbije?
Czy ktokolwiek dziś przeżyje?"

Coś huknęło, zabujało:
"Mamo, tato, co się stało?"
"Pilot wylądował wreszcie
w bardzo pięknym, miłym mieście".


Autorką ilustracji jest Ola Z.

Kociak w Maroku. Limeryk.

Kociakowi gdzieś w Maroku
coś się śniło dziś po zmroku.
Chciał pić kawę,
wąchać trawę,
marzył mu się święty spokój.


 

niedziela, 10 sierpnia 2025

Ach te COOL-ki!

Ja czekolady raczej nie jadam,

ona się w biodrach lubi odkładać…
zwykle unikam, zwykle odmawiam,
na zdrową żywność na co dzień stawiam…
 
Lecz gdy się COOL’ki pojawią w domu,
to nie ma siły – nie dam nikomu!
Raczę się smakiem i rozkosz czuję,
kiedy słodkości te pałaszuję.
 
No bo z COOL’kami życie jest cudne,
żadne problemy nie są zbyt trudne,
słońce wychodzi do mnie zza chmury,
mogę zdobywać najwyższe góry!
 
Kiedy mi smutno – snuję marzenia,
gdy czekolada w przysmak się zmienia…
Słodkie nadzienie, wokół kakao,
wszystko to tworzy COOL’kę wspaniałą.
 
Gdy ktoś mi radość zamierza sprawić,
to właśnie COOL’ki w szafce zostawi.
A wtedy biada całej mej diecie…
Spyta ktoś czemu? Cóż, sami wiecie…
 
Zamykam oczy, słoik otwieram,
i powolutku COOL’ki wybieram:
róża z jogurtem czy karmel z solą?
Który smak wygra z mą silną wolą?...
 
Och nie jest łatwo – opcji jest wiele:
kokos-ananas, orzech z karmelem,
nawet malina jest z mascarpone…
Trudno mi wybrać te ulubione!
 
Tak więc uwaga! To niebezpieczne!
COOL’ki smakują świetnie, bajecznie…
Jeśli w swym domu pokus nie chcecie,
to nie kupujcie ich za nic w świecie!
Grafikę wygenerowała Canva.
 

Żabka.

Jedna łapka, druga łapka -

skacze sobie mała żabka.
Po kamykach i po ścieżce
byle dalej! Jeszcze! Jeszcze!
 
Miła żabko, dokąd skaczesz?
Czy cię znowu tu zobaczę?
Żabka nawet nie spojrzała
i w jeziorku się schowała.
Ilustrację stworzyła Canva
 

sobota, 26 lipca 2025

Alpaka na wczasach.

Wprost z dalekich Andów do swojej rodziny,

w samym środku lata wpadła w odwiedziny

przemiła alpaka. Grzeczna i urocza.

Chciała tu poskakać po zielonych zboczach.

 

Trafiła w Bieszczady, do maleńkiej wioski,

gdzie – możecie wierzyć – spokój jest wprost boski.

Wokół kwitną łąki i śpiewają ptaki,

a w małej zagrodzie mieszkają alpaki.

 

Zamieszkała właśnie w tej małej zagrodzie,

z ogromnym wybiegiem (przestrzeń zawsze w modzie)

z dostępem do wody, niedaleko lasu.

Tam gdzie gospodarze mają dużo czasu.

 

I mogło być pięknie, po prostu sielanka…

Zbudziła się wcześnie któregoś poranka,

otworzyła oczy i… Aż ją zatkało!

Nad łąką ogromne ptaszysko latało!

 

Ach, trzeba uciekać! Życie swe ratować!

Gdzieś przed drapieżnikiem koniecznie się schować!

Na szczęście zdążyła wyjaśnić jej ciocia:

To nie straszny kondor, tylko miły bocian.

 

Pewnego dnia znowu, kiedy trawkę żuła,

inne zagrożenie dla siebie wyczuła.

Wielkie i łaciate, ogonem machało,

a nawet dźwięk straszny z pyska wydawało.

 

Uciekła w przestrachu żwawo podskakując,

by nie dać się złapać, serca bicie czując.

Wciąż inne alpaki pytała od nowa:

Na pewno mnie nie zje ta ogromna krowa?

 

Ech, te niewygody, utrudnień tu tyle…

Gdy się straci czujność, choćby i na chwilę.

Nawet skubiąc zielsko są przykrości czasem,

bo można się podtruć jaskrami pod lasem.

 

Latem są upały bardzo niebezpieczne,

dlatego strzyżenie jest tutaj konieczne.

O przegrzanie łatwo. I problem gotowy.

Trzeba ostrzyc wełnę z pominięciem głowy.

 

Jak tu odpoczywać gdy zagrożeń tyle?

nie można zagapić się nawet przez chwilę.

Mówili, że spokój, że cisza, że lasy…

Ona podziękuje jednak za te wczasy.

 

Szalę przechyliło wydarzenie straszne,

gdy się okazało, że raciczki własne

rosną strasznie długie i nie chcą się zetrzeć!

Coś trzeba z tym zrobić! Natychmiast. Koniecznie.

 

Alpaka westchnęła, pożegnała ciocię,

otarła się jeszcze o deskę przy płocie,

zebrała manatki i w Andy wróciła.

Nawet nie wiedziała, jak bardzo tęskniła.

 

Uznała, że dobrze jest czasem zobaczyć

ile dom rodzinny dla niej może znaczyć.

Lepsze niewygody małe i znajome,

niż szalone wczasy. Nawet te wyśnione.


 Grafikę wygenerowała Canva.