sobota, 23 maja 2026

Mycie rąk jest ważne!

                                                Gdzieś na wewnętrznym, w słoneczny piątek

ma ta historia zwykły początek:
w małej dyżurce pani Gabrysia
kolejny dyżur zaczyna dzisiaj.
 
Pani Gabrysia jest pielęgniarką,
ma śliczny uśmiech, głowę na karku,
czysty mundurek i dłonie zwinne,
i to spojrzenie – takie niewinne.
 
Ta pielęgniarka swą pracę lubi,
kart ze zleceniem nigdy nie gubi,
wkłuć się potrafi tak ekspresowo!
A dla pacjentów ma miłe słowo.
 
Myślicie – bajka. Fikcja! Oszustwo!
Wszak pielęgniarka to żadne bóstwo…
Ot, zwykła babka w zwyczajnej pracy.
Jesteście w błędzie. Już wam tłumaczę.
 
Na drobnych dłoniach pani Gabrysi
toczy się życie – nie tylko dzisiaj.
Setki bakterii na nich bytują,
całkiem bezpiecznie tutaj się czują.
 
Pod rękawiczką siedzą cichutko,
mają tam ciepło – całkiem milutko.
Zaraz, za chwilę zaczną się mnożyć,
bo chcą kolonię wielką założyć.
 
Taka kolonia to jest marzenie!
Będzie z niej sepsa lub zakażenie.
Za moment znajdą jakąś ofiarę,
rzucą się na nią, będą koszmarem…
 
Kogo wybiorą? Któż to odgadnie?
Który z pacjentów wygląda ładnie?
Senior z cewnikiem, pani z wenflonem?
Ach, może sepsa skończy się zgonem!
 
Lecz nie jest głupia nasza Gabrysia
i życie ludzkie ratuje dzisiaj!
Bo gdy odejdzie już od pacjenta
o kilku rzeczach dobrze pamięta.
 
Choć rękawiczki są ważne w pracy,
nie trzeba chyba długo tłumaczyć,
że gdy je zdejmie, do kosza wrzuci
trzeba bakterii życie ukrócić.
 
I pielęgniarka: młoda, czy stara
proste czynności wykona zaraz:
By uratować pacjentów życie
najpierw wykona dokładne mycie.
 
Według procedur umyje dłonie,
wytrze ręcznikiem, co wilgoć wchłonie,
dyżurkę szybko omiecie wzrokiem.
I dezynfekcja - kolejnym krokiem.
 
Bakterie zdechły, pacjent zdrowieje.
Nam pozostaje mieć wciąż nadzieję,
że Hania, Zosia, a nawet Krysia,
też ręce myją – tak, jak Gabrysia.
 
I wiecie – tutaj ulga ogromna,
że ta Gabrysia – kobietka skromna,
o tych drobiazgach co dzień pamięta:
i w dni powszednie, także od święta.
 
Chociaż dłonie ma spracowane,
choć często nocki są nieprzespane.
To ona kocha tę pracę swoją.
A dla pacjentów wciąż jest ostoją.
 

Rzeźnik i Chrapacze.

Pośród pustkowia, w małym schronisku
było przytulnie, miło i czysto.
Grupa wędrowców zasnęła właśnie.
Zorza nad nimi powoli gaśnie...
 
Dało się słyszeć ciche świstanie,
później głośniejsze trochę chrapanie.
Dźwięk się rozchodził przez drzwi i ściany,
bo ten kto chrapie będzie wyspany.
 
Na krótką chwilę zapadła cisza.
Czy inne dźwięki ktoś tu usłyszał?
W małym pokoju skrzypnęło łóżko,
może ktoś nakrył kogoś poduszką?
 
Na korytarzu gasnące światło,
dostrzec cokolwiek nie będzie łatwo...
Stłumiony oddech, krótkie sapnięcie,
które buduje jeszcze napięcie...
 
Nagle w schronisku coś się zmieniło.
Grobowa cisza. Dźwięków nie było.
Jest niewiadoma, może zgadniecie:
Czy rano wstaną wszyscy w komplecie?

 

Renifer.

W małej osadzie na świata końcu

pani renifer grzeje się w słońcu.
Nie straszne są jej wiatru podmuchy,
nadciąga koniec zimy i pluchy.
 

Kot islandzki.

Islandzkie koty noszą dzwoneczki
kiedy wychodzą na swe wycieczki.
Są towarzyskie, bardzo puchate
i żyją w zgodzie z calutkim światem.
Pogłaszcz koniecznie takiego kotka,
jeśli przypadkiem dzisiaj go spotkasz.
 

wtorek, 17 lutego 2026

Kot ze Scilli. Limeryk

Pewien starszy kot ze Scilli
chciał, by ludzie byli mili.
On sam nigdy nie marudził,
mruczał głośno gdy się budził.
Przyjaciele go lubili.
 

czwartek, 29 stycznia 2026

Trudna podróż samolotem.

 Mały misio w samolocie
denerwuje się i poci.
Leci właśnie gdzieś do słońca,
lecz wycieczka nie ma końca...

Podróż miała być niedługa,
mija już godzina druga...
Czy z pogodą coś się stało?
Czy samolot nagle zwiało?

Misio w swoim brzuszku czuje,
że się troszkę denerwuje.
Zamknął oczka, nie chce płakać...
Niech samolot skończy skakać!

Było widać już lotnisko,
Ziemia była całkiem blisko,
a tu nagle znowu chmury...
Trochę w dół. I znów do góry!

Misio zerknął na tatusia,
obok siedzi też mamusia,
uśmiechają się do niego:
"Wszystko dobrze nasz kolego".

Miś przytulił się do taty,
ukrył pyszczek swój pyzaty:
"Czy samolot się rozbije?
Czy ktokolwiek dziś przeżyje?"

Coś huknęło, zabujało:
"Mamo, tato, co się stało?"
"Pilot wylądował wreszcie
w bardzo pięknym, miłym mieście".


Autorką ilustracji jest Ola Z.

Kociak w Maroku. Limeryk.

Kociakowi gdzieś w Maroku
coś się śniło dziś po zmroku.
Chciał pić kawę,
wąchać trawę,
marzył mu się święty spokój.